|
Budżetowanie a demokracja czyli kiedy wdrożenie controllingu nie ma sensu? |
|
Strona 3 z 3
5. Nieco dłuższa faza przepuszczania wszystkich danych przez e-mail szefa (dane z księgowości – wezwanie na dywanik odpowiedniego kierownika – pokazanie mu jego wyników – otwarcie oczu przez kierownika i prośba „czy mógłbym dostawać swoje wyniki na bieżąco, bo chciałbym szybciej reagować” – zdenerwowanie szefa „no to niech Panu wysyłają” – wydanie odpowiednich dyspozycji). 6. Po kilku miesiącach ta „controllingowa zaraza” rozniosła się po całej firmie i Prezes został zasypany wnioskami o podjęcie rozmaitych decyzji (pamiętajmy, że firma była bardzo scentralizowana). 7. W następnym kroku wydał opinię „Co wy mi takimi pierdołami głowę zawracacie! Meldować o wynikach!” i ... scedował na kierowników możliwość podejmowania decyzji operacyjnych i inwestycyjnych w obrębie swojego zespołu i budżetu. I nie wiedzieć kiedy organizacja zaczęła być zarządzana zupełnie inaczej... Witold Kilijański Autor jest Prezesem Zarządu CONTROLLING SYSTEMS, firmy wyspecjalizowanej w tworzeniu i wdrażaniu informatycznych rozwiązań wspomagających procesy budżetowania i controllingu.
« start « wstecz 1 2 3 dalej » koniec » |
| |